niedziela, 14 marca 2010

Joanno, mam nadzieję, że zła nie będziesz i nie wywołałam konfliktu interesów między mną a "Supłem".



CHRYZOSTOM UBIŁ JELENIA

„Miałem wielki sen - zabiłem lwa” T.Love

-Kazała napisać opowiadanie, to napisałem. Nie wiem, o co chodzi. Tak jak chciała, dwie strony A4; wstęp, rozwiniecie, zakończenie. Od siebie dodałem nawet dialog w kilku miejscach… A tu taka afera. To już człowiek nie może sobie pozwolić na odrobinę przypadku w tekście? –przerwałem, przykładając do ust kubek z kawą. Pewnie źle maskowałem swoje zniecierpliwienie, raz po raz spoglądając na wyświetlacz telefonu komórkowego. Oczekiwałem zbawienia, liczyłem, że planowana egzekucja się nie odbędzie, a ja cofnę się w czasie i z posiadaną dziś wiedzą, dokonam innego wyboru. Tutaj muszę oddychać zgodnie z rytmem szkoły, stawiać kroki w kolejności i wielkości zatwierdzonej przez szkołę, mało brakuję a sra…przepraszam, stałbym się wytworem, odpadem po procesie wytwarzania polskiego inteligenta.

Dobrze, uniosłem się, przyznaję, ale jeden raz zachciało mi się indywidualności, a tu taki „kwas”. Nie zdziwi mnie, jeśli, na dziedzińcu odbędzie się pokazowy proces, ze mną jako oskarżonym w roli głównej. W finale, uczniowie wymierzą mi sprawiedliwość setką obelg i gradem piórników, gumek do mazania, kwitnących drugich śniadań. I nie mam o to pretensji, mogłem się spodziewać takiego obrotu sprawy.

Mój rozmówca nie raczył wzbogacić naszej rozmowy o swoje zdanie, toteż postanowiłem nakreślić czytelnikom, przez jaki to występek znalazłem się na krześle w gabinecie dyrektora. Odrobiłem pracę domową. Pierwszy raz od wielu miesięcy sprawiło mi to nieopisaną frajdę. Akcja opowiadania miała zostać osadzona w realiach średniowiecznych, a co ważniejsze nie został podany żaden klucz –„wolny tekst”, zapomniałem już, jak to wygląda. Podekscytowany zabrałem się do pracy. Dwie godzinki i było po sprawie. Z lekką próżnością patrzyłem na zapisaną kartkę, bo nie dało się ukryć, że to najlepsza historia, jaką napisałem. Wielu z czytelników tej surowej, pozbawionej korekty, wersji obdarowywało mnie dobrymi recenzjami. Z tak doprawionymi skrzydłami oddałem zadanie domowe i spodziewałem się… nie wiem, czego, ale na pewno nie obniżonego zachowania i pały z polskiego.

Zarzut brzmi: „ W tytule uczeń Iksiński zawarł słowo uznane za wulgarne. Cała historia przypomina bardziej wizje narkotyczne, niż baśń.”

- Przyśnił mi się Pasek na polowaniu i teraz mam. Czy według ciebie umyślnie wpisałem TAKIE wyrazy? Moze powinienem gorzej pisać? Przeciętnie, byle tylko nie uznano mnie za „natchnionego”…?

- Ja tam tego nie rozumiem. Że niby TEN wyraz tam jest? Daj spokój, przecież TO się pisze przez „h”- powiedział uczeń starą, szkolną gwarą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz