Rafał Wojaczek
Dał się nabrać na język, którego nie było
Nie widziałam, nie słyszałam, ze snu wstałam
- och, głupia!
- Może jednak trochę mądra,
Że naga, co? Jak senna myśl...
- Cóż, snu sauna
Nie tylko skór garbarnią jest, lecz
umysłów!
- Nie widziałam,
Jak się rodził w tym języku.
Nie słyszałam także krzyku kiedy leżał
W kołysce
słowa
śmierć... go wymyśliła?
Gdyż milczał, wiem, jak potem też
gdy już przeżył
Stuwargową różę nie do całowania.
-Karatową różę
Nie do wyrażania?
Wielkogłowa łza pamięci nieprzekupnej
Jednak bolała;
lecz śmierć wciąż się śmiała,
Że nabrał się tak głupio na mdłe
- ba!
- nudne
Ciało gwiazdy, która zgasła, nim coś zdołał.
-Więc choć naga,
Czy naprawdę taka mądra?
Przecież ze snu wstałam: miłość niedosłowna
Ale prawdziwa, bo treść
jego śmierci.
Nie zwięzły rym, nie giętki rytm czy tok gładki,
Lecz naczynia
netto = Nikła?
- Pełna łaski!
Niegodna jestem pisania pod moim bohaterem słowa, ale no. Ogłaszam światu, ze ja na prawdę widzę przyszłość i to takie piękne. Dzieją się cudowne rzeczy teraz. Nie ze mną ale wokół mnie. I jest mi najszczęśliwiej gdy mogę na to wszystko patrzeć. Oczywiście boli mnie niesamowicie, że to co najbliżej poszło się jebać dosłownie i w przenośni. Ach, w jednym się mylę zawsze - stawiam pomniki nie tym, co trzeba.I krzyczy bzdury i się tłumaczy a ja ręce załamuję. Kiedyś to był sokół, orzeł a dziś wypchany gąsior.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz