poniedziałek, 8 marca 2010

Lubimy grać w słowa z panną A. i Marianem.
To pierwsza odsłona.
Dawno pisane.

Do gry wykorzystano następujące grupy liter, pochodzenia słownikowego- rocznik 1966, selekcjonowane według tradycyjnej metody "chybił- trafił": rabarbar, kopalnia, wsiowy, ciepło, wezwanie, lenny, sekwencja, rozterka, kokon, stutysięczny, listopadowy, aklamacja, elektronika, grabarz, jedno, kształtny, młoteczek, nadleśniczy, nieborak, odmęt, ofiarny, płoszyć, północny, przepić, sadzonka, spisek, szum, upominek, wichura, wydobyć się, wotum, woźnica, zakuwać, zły.

Rabarbar kwitnie o tej porze roku, gdy na ziemi kobiety okazują się coraz piękniejsze,a kaloryfery biorą urlop. Jednego z takich dni Marek po raz pierwszy zszedł do kopalni. Założył wsiową kurtkę swojego taty i nowe filce. Mimo tego, że oswajał się z myślą nadbiegającej dorosłości, ciepło domowego ogniska przyciągało jak magnes.

Niespodziewanie jego młodszy postanowił odpowiedzieć na wezwanie do obrony Ojczyzny, na domiar złego schorowany ojciec stracił pracę. Marek musiał złożyć hołd lenny mamonie, aby zapewnić chleb rodzinie.Sekwencja kolejnych zdarzeń była łatwa do przewidzenia. Chłopiec nie mógł znaleźć pracy w swoim zawodzie, a potrzebował pieniędzy jak najprędzej. Wtedy pojawiła się propozycja pracy w kopalni, mimo rozterek została przyjęta.


***

Wiosną, dnia świątecznego na Polsacie leciał „Kokon” i cała familia Marka zgromadziła się przed telewizorem.W którymś momencie chłopiec oznajmij, że wyjeżdża razem ze stutysięcznym tłumem polaków, którym zaoferowano pracę we francuskich kopalniach.

- Twój przodek brał udział w powstaniu listopadowym.- powiedział ojciec, wyciągając się w fotelu- pewnego dnia jego oddział zagłosował przez aklamację o próbie przebicia się na zachód, nazwijmy to ucieczką, a nie dezercją. Jesteś z pokolenia skażonego elektroniką, hołdującego młodości. Jednak ty również kiedyś będziesz potrzebował grabarza. Pieniądze to jedno, one znikają, są przejadane, źle inwestowane , wyparowują... Idee po nas zostają synu, idee. – kształtny nos ojca wymagał pomocy chusteczek.

Młoteczek kuchenny ubijający w tym czasie schabowe, przestał pracować. Markowi przypomniała się posada marzeń. Zawsze chciał zostać nadleśniczym, a tu czeka na niego kilof i wielka ciemność. Nieborak nic nie mówiąc odszedł do korytarza, otworzył drzwi i nie zamykając ich za sobą wyszedł. Utonął w odmęcie słów oraz zimnego wyrazu twarzy ojca. Przed blokiem jego policzki otulił chłodny północny wiatr. Wydawało się,że to najczarniejszy dzień jego życia, który można jedynie przepić, a nie przeżyć.Na chwilę jego uwagę przykuli robotnicy, wsadzający pod blokiem sadzonki lip, czy innych dużych drzew.

- To jakiś spisek Boga, Czasu i Ludzkości przeciwko mnie – po policzku Marka spłynęła mała łza. Usłyszał szum głosów pierwszych nadciągających górników. Sięgnął do kiszeni kurtki, zamiast paczki chusteczek wyciągając upominek od mamy.

Wspomnienia osób, uczuć, słów kotłowały się w jego głowie i niczym wichura niszczyły teraźniejszość. Tym co wydobył z czeluści swoich kieszeni było zdjęcie przyjaciół. Kule Mariana które oddał na wotum matce Boskiej Częstochowskiej połyskiwały w prawym dolnym rogu. Za Markiem chował się najlepszy woźnica w mieście Michał. Nieco z boku Agnieszka zakuwała w kajdany Adama, podczas próby ich najlepszej, jak dotąd sztuki teatralnej. Zły duch opanował naszego bohatera, który zwrócił się w niewiadomym kierunku i zniknął.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz